Tegoroczna edycja festiwalu Creamfields za sprawą deszczu zmieniła się w wielkie bagno i kupę błota.
Kilka tysięcy uczestników zamiast się bawić tak jak w ubiegłych latach, brodziło i taplało się w błocie niczym na Przystanku Woodstock.
Trzecia wrocławska edycja imprezy odbyła się w sobotę na lotnisku w Szymanowie. Uczestniczyło w niej siedem tysięcy klubowiczów. Tegoroczna edycja nie będzie się jednak kojarzyła z muzyką i zabawą, ale z wielogodzinnym chodzeniem po kostki we wszechobecnym błocie i padającym non-stop deszczem.
Z powodu sporych opadów deszczy nie w ogóle nie odbyły się koncerty na scenie głównej.
Jak mówią organizatorzy, ze względów bezpieczeńśtwa sceny nie można było ustawić na tak grząskim gruncie ponieważ ustawienie tak ciężkiej sceny groziło zapadnięciem się jej. Duża wilgotność groziła też awarią sprzętu nagłośnieniowego oraz oświetlenia.
Nie wszyscy narzekali – złoty interes zrobili sprzedawcy kaloszy oraz plastikowych worków, które nawet po wygórowanych cenach, rozchodziły się jak świeże bułeczki. Na imprezie zarobili również mieszkańcy pobliskich wsi, którzy za dodatkową opłatą wyciągali traktorami samochody które utknęły w błocie.
Wybór odpowiedniego łóżka dla 3 latki to jedna z pierwszych poważniejszych decyzji, przed jakimi stają…
Wspólne wyjście kilku lub kilkunastu osób wymaga miejsca, które pogodzi różne apetyty i gusta przy…
Przywilej korzyści pozwala sędziemu nie przerywać obiecującej akcji tylko dlatego, że chwilę wcześniej doszło do…
Spektakl „Prądy wsteczne” w reżyserii Magdaleny Drab Pokaz work-in-progress W sierpniu odbędzie się przedpremierowy pokaz…
Firmy instalacyjne działające we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku mają coraz więcej zleceń związanych z…
Pierwsze spotkanie, 31 lipca, uświetnią występy Pauliny Jeżewskiej, Nadii Czekańskiej oraz Szymona Majkrzaka, którzy zadbają…