Tegoroczna edycja festiwalu Creamfields za sprawą deszczu zmieniła się w wielkie bagno i kupę błota.
Kilka tysięcy uczestników zamiast się bawić tak jak w ubiegłych latach, brodziło i taplało się w błocie niczym na Przystanku Woodstock.
Trzecia wrocławska edycja imprezy odbyła się w sobotę na lotnisku w Szymanowie. Uczestniczyło w niej siedem tysięcy klubowiczów. Tegoroczna edycja nie będzie się jednak kojarzyła z muzyką i zabawą, ale z wielogodzinnym chodzeniem po kostki we wszechobecnym błocie i padającym non-stop deszczem.
Z powodu sporych opadów deszczy nie w ogóle nie odbyły się koncerty na scenie głównej.
Jak mówią organizatorzy, ze względów bezpieczeńśtwa sceny nie można było ustawić na tak grząskim gruncie ponieważ ustawienie tak ciężkiej sceny groziło zapadnięciem się jej. Duża wilgotność groziła też awarią sprzętu nagłośnieniowego oraz oświetlenia.
Nie wszyscy narzekali – złoty interes zrobili sprzedawcy kaloszy oraz plastikowych worków, które nawet po wygórowanych cenach, rozchodziły się jak świeże bułeczki. Na imprezie zarobili również mieszkańcy pobliskich wsi, którzy za dodatkową opłatą wyciągali traktorami samochody które utknęły w błocie.
TL;DR W domowych wypiekach bezglutenowych najlepiej sprawdza się mieszanka złożona w 60% z mąki bazowej…
Masz wrażenie, że po całym tygodniu nadal nie potrafisz naprawdę odpocząć? Nawet wolna sobota mija…
Początek września na Dolnym Śląsku bywa zdradliwy. Choć w ciągu dnia słońce wciąż potrafi mocno…
Jesienią powraca cykl „Z jazzem przez Polskę”. Tym razem publiczność w Krośnicach i Wołowie będzie…
Wrocław to miasto w ciągłym ruchu - tysiące samochodów codziennie przemierzają jego ulice, obwodnicę i…
Remont mieszkania często zaczyna się od rzeczy, które widać – nowych podłóg, łazienki, kuchni czy…